Najpierw przeczytać artykuł! dopiero potem mój tekst.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,9159168,Lalusie_i_pracusie.html
Sa metody zbyt lagodne i zbyt ostre. Ta zdecydowanie jest nastawiona na zbyt ostra "matka dzieci W JEJ MNIEMNANIU zwycieskich. Ta Chinka uwaza, ze jedynym slusznym i wartosciowym czlowiekiem jest czlowiek, ktory po trupach i nie ogladajac sie na nic dazy do zwyciestwa i zwycieza. Mysle, ze wynika to troche z mody, ktorą obserwuje już od jakiegoś czasu, a ktorą ogolnie można określić w slowach "W każdym dziecku kryje sie geniusz". A raz na jakis czas zdarzaja sie rodzice z chorobliwa ambicja. Raz na jakis czas tez zdarzaja sie rodzice z chorobliwa ambicja, ktorzy uwazaja, ze na tej ambicji mozna zarobic. No to zarabia, szerzac swoja teorie. ( Tak czy inaczej rodzice, ktorzy wychowali ją ową metoda byliby z niej dumni, bo osiagnela sukces)
Ja ze swojej strony spotkalam sie z terminem "glupia milosc". Termin odnosil się do rodziców, ktorzy chcąc oszczędzić stresow swoim dzieciom pozwalali im na wszystko, dawali absolutnie wszystko, posiecajac sie dla nich i wmawiajac im, ze sa najlepsi, cokolwiek robia i, ze sa pepkiem swiata.
Tu mamy chyba biegun przeciwny. Zaciekawilo mnie ostatnie zdanie o tym, jaki to ma z corkami fantasytyczny kontakt. Coz...Jakos tak przypomniala mi sie metoda tresury, ktora stosowal wobec swoich psow pan, od ktorego Michal i Dagmara kupili malego border collie. Pan do roku czasu oganial sie od malego psa, mowil mu, ze jest brzydki itp, okazywal zero czulosci, natomiast stawial wymagania. Taki pies NIGDY Nie mogl przed wlasciwielem przekroczyc progu domu, jak pies przynosil zabawke, zeby sie pobawic, wlasciwielowi nie wolno bylo wtedy mu jej np odrzucic. tylko poczekac 5 min i wtedy dopiero, zeby pies wiedzial, ze bedzie sie bawic tylko, kiedy PAN bedzie chcial. itp. Efekt. Jego psy byly super karne, wpatrzone w niego jak w obraz, jak w w jakiegos guru. On mowil, psy robily, bo nieposluszenstwa nie tolerowal...Fajnie prawda? A mimo wszystko kazde z nas odczulo, ze cos jest nie tak. ZE moze ta metoda i jest efektywna, bo pan jest dla psa niekwestionowanym samcem alfa, ale...Dla mnie te psy były trochę jak po praniu mózgu.
I przypomniałam sobie Foresta psa moich rodziców. Na wpoł karnego, radosnego psa o nieposkromionej energii, ktory jest w Gaju traktowany bardziej jak domownik, a nie rzecz, ktora MUSI sluchac ZAWSZE i wszedzie. Ktory patrzyl ludziom w oczy, a nie caly czas oglada sie na pana, sledzac jego gesty i czy przypadkiem nie okaze niezadowolenia.
Pisze o tym dlatego, ze mnie metody pani Chua bardzo przypominaja tamta tresure.
I tak sobie mysle, ze to, czy ma fantastyczny kontakt z corkami to one osadza...jak dorosna.
Podsumowanie: metoda mi sie oczywiscie nie podoba, chociaz madry rodzic moze z niej wyciagnac pewne rzeczy. Nigdy bym nie odrzucila laurki, ktora dla mnie wykonal moj syn, bo "nie byla dostatecznie doskonala", ale kiedy oddaje mi niedbale narysowane szlaczki to zwracam mu uwage, ze powinien sie bardziej postarac i kaze mu robic jeszcze raz.
Nie ma idealnej metody na wychowanie dziecka. Zdecydowanie natomiast nie zgadzam się z tym, że kazdy powinien byc typem zwyciezcy w pojeciu tej pani.
Temat też skojarzył mi się z pewną myślą, którą kiedys rozwazalam, o biadnym małym chłopcu, ktorego psychiczny ojciec zmuszał do grania. Ten mały nieszczesliwy chłopiec jest nam znany jako Wolfgang Amadeusz Mozart. I czy gdybym miała możliwość wyrwania go ze szponów ojca, albo niedopuszczenia, żeby się tam w ogóle tam znalazl, czy zrobiłabym to. Jedno szczęsliwe normalne dziecinstwo za cenę skarbów muzyki...
Dla mnie pani Chua jest wlasnie takim ojcem Mozarta, bo z niego chyba brała wzór.